Firmę Szyjemy Sukienki założyłam w 2012 roku. Zrezygnowałam z etatowej pracy i podjęłam największe życiowe wyzwanie, a jednocześnie niezwykłą przygodę.

Mój dziadek był krawcem. Mama, będąc zdobywającą świadomość stylu nastolatką, podchwyciła od niego wszystko, czego trzeba było nowoczesnej dziewczynie, żeby „jakoś wyglądać w tych ciężkich czasach”. Swoim córkom podstawowe kompetencje w tym temacie przekazała w latach dziecięctwa, bez zbędnych ceregieli. Igła, nitka i stary Łucznik były w domu zawsze w ruchu.

Kiedy sama zapragnęłam jakoś wyglądać, czasy nie były już ciężkie. Kolorowe wystawy sklepów, o jakich mama mogła tylko usłyszeć od nielicznych, którzy wracali z mitycznego Zachodu, oferowały więcej, niż można było przetrawić. Niestety – aby wyszperać coś naprawdę wyjątkowego, trzeba było nie lada zacięcia. Niepowtarzalne ciuchy według własnych pomysłów okazały się lekiem na całe zło. Najpierw lekiem dla mnie, potem dla koleżanek, koleżanek koleżanek… Łucznik nabrał rozpędu, a każdy pomysł rodził trzy następne. Zaczęłam traktować kiecki trochę jakby poważniej.

W międzyczasie skończyłam studia i zaczęłam nabierać doświadczenia zawodowego – moją decyzję o założeniu Szyjemy Sukienki poprzedziło 6 lat pracy w korporacjach (zupełnie niezwiązanej z krawiectwem). Wszystko, czego nauczyłam się “na etacie” owocuje do dziś w prowadzeniu własnej firmy. Wciąż zadziwia mnie, z jak różnorodnych dziedzin doświadczenia potrafią okazać się niezastąpione w zwykłym, wydawałoby się, tworzeniu sukienek.

Kiedy zakładałam firmę, szyłam sama, w domu. Teraz mam ogromne szczęście współpracować z doskonałymi krawcowymi w naszej warszawskiej pracowni. I nie tylko krawcowymi – jako pierwszy dołączył do mnie mój partner Tymek, z którym dziś wspólnie prowadzimy ten “rodzinny interes”. Tymek wprowadza do firmy równowagę, zaszczepia wartości społecznie odpowiedzialnego biznesu i ma ogromny wpływ na naszą codzienną działalność, choć nigdy nie uszył żadnej sukienki!

Poza mną i Tymkiem, firmę tworzy jeszcze zgrany zespół krawcowych i konsultantek, z którym praca to prawdziwa przyjemność. I udaje nam się codziennie, kiecka po kiecce, budować coś, co jest wartościowe dla nas wszystkich.

Ostatecznie chodzi o to, by uszyć fajną sukienkę.

Marta Stąpor

 

Jeśli interesuje Cię, jak nasza praca wygląda od kuchni lub chcesz poznać co barwniejsze historie, przeczytaj artykuł, który powstał na nasze piąte urodziny, w 2017 roku.